• O wystawie
  • Galeria
  • Wernisaż
10.12.11
17.01.12

Wystawa malarstwa

Leszczyńscy. Zofia, Marek, Łukasz.

Leszczyńscy tworzą i promują rodzinne malowanie nie od dziś – bez względu na panujące mody. W latach dziewięćdziesiątych ojciec zaszczepił nas pomysłem na Plenery Rodzinne i, rok w rok, razem z zaprzyjaźnionymi familiami wyjeżdżaliśmy na twórcze wakacje na Lubelszczyznę – do Holi, Brusa, Wierzchowisk. Pamiętam, trochę się wtedy zżymałam – że polowe warunki, że zaszywamy się w jakiejś „głuszy”, że nie odpoczywamy jak inni – niemniej po latach wspominam tamte wyprawy z nostalgią i pewnym rozrzewnieniem. Naturalną konsekwencją Plenerów Rodzinnych i rodzinnego tworzenia w ogóle, były wspólne prezentacje, wystawy. Było ich parę.

Rodzinne malowanie to styl życia. Wszyscy troje – to znaczy my, dzieci – w tym wzrastaliśmy. W mikroskopijnej pracowni ojca (początkowo zaimprowizowanej w pokoju rodziców) zawsze stały sztalugi, tak jak dzisiaj w mieszkaniu Łukasza. Rozmowy – najczęściej o sztuce, z biegiem lat coraz to inne (bardziej partnerskie?). Traktowanie procesu tworzenia z wielką powagą, samego malowania jak czegoś, bez czego trudno żyć. Przy każdej nadarzającej się okazji – wyprawy do galerii, muzeum, albo wycieczki krajoznawcze z notatnikiem czy aparatem w ręku. Wreszcie, przyzwolenie i zrozumienie rodziców dla wyboru dość „niepraktycznej” drogi życiowej – zarówno Kamila jak i Łukasz poszli najpierw śladami ojca do nałęczowskiego liceum plastycznego, a potem na Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie i ASP w Łodzi. Tylko ja – chyba trochę z przekory – wybrałam nieco inną drogę, chociaż przez chwilę była nadzieja, że zostanę lekarzem albo prawnikiem. Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni…

Na dzisiejszej wystawie w Mazowieckim Centrum Kultury prezentują się moi rodzice – Zofia i Marek – oraz brat Łukasz. Zabrakło Kamili, która konsekwentnie maluje „do szuflady”. Trudno ich twórczość porównywać – każdy idzie swoją drogą, szuka swego. Jest jednak coś co, jak sądzę, łączy ich artystyczne poczynania. Na jednym z wernisaży ojciec tak mówił o pomyśle na własny styl, na kompozycję, kolor, stylizację: „W każdym z nas jest taka recepta. To intuicja. Im szczersza, tym lepsza. Obecna rzeczywistość oferuje nam zupełnie inne recepty. Jesteśmy dziś bardziej tresowani niż edukowani”. To po pierwsze. Po drugie, Leszczyńskim-malarzom bliskie jest spojrzenie na naturę jako niewyczerpane źródło inspiracji. Ojciec temu zagadnieniu poświęcił nawet pracę dyplomową. Kiedy oglądamy ich prace, trudno jest zaprzeczyć.

Zofia

Od ładnych kilku lat maluje na jedwabiu. Niewielkie krosna, szlachetne podobrazia i jubilerska precyzja, z jaką opowiada o świecie natury, nasuwają skojarzenia z dziełami średniowiecznych miniaturzystów albo z kunsztowną biżuterią. Najwdzięczniejszymi modelami okazują się być ptaki – raz konkretne okazy znanych gatunków, to znów wyimaginowane ptasie hybrydy, ptaki-znaki, których próżno szukać w atlasach i encyklopediach. Dodajmy – są to żywe ptaki, podpatrzone w swobodnych, naturalnych pozach; żywe – poza Martwą sójką: odosobnionym, dość zaskakującym i dramatycznym nawiązaniem do tradycji.

Marek

W ubiegłym roku obchodził jubileusz pracy twórczej. Tworzy nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. Tym razem prezentuje najnowszy cykl „koński” – z jeźdźcami, woltyżerkami, muzykantami i Świętą Rodziną powracającą z Egiptu. Trudno w paru słowach skwitować jego dorobek. Bezsprzecznie, zakochany jest w Pograniczu, gdzie urodził się i mieszka na stałe. W przeciwieństwie do niektórych współczesnych artystów uważa, że malarstwo powinno się podobać, być ładne. Lubi prowokować i co nieco namieszać – ostatnio mierzył się z tematem kiczu, malując Rykowiska oraz Ledę. I najważniejsze – w prosty, bezpretensjonalny sposób łączy w swej twórczości sferę „sacrum” i „profanum”.

Łukasz

Wciąż poszukuje. Z jednej strony fascynuje go malarstwo dawnych mistrzów, imponuje uczciwość wobec pracy, pietyzm, solidny warsztat. Niedawno dał temu wyraz w swoich Alegoriach. Z drugiej, urzeka go myśl o czystej formie. Chciałby oddziaływać na widza malarstwem doskonałym, wciągać w dyskusję, intrygować, za wszelką cenę nie pozostawiać obojętnym. Podobnie jak ojciec, chętnie maluje cyklami. Zainteresowanie muzyką Oliviera Messiaena i światem owadów (motyli), zaowocowało kolekcją prac komponowanych w kwadracie (Lepidopterorum catalogus). Na wystawie zobaczymy też rozwiązania wertykalne, w których pierwsze skrzypce gra kolor.

 

Dominika Leszczyńska

 

10.12.11
17.01.12

Wystawa malarstwa

Leszczyńscy. Zofia, Marek, Łukasz.

10.12.11
17.01.12

Wystawa malarstwa

Leszczyńscy. Zofia, Marek, Łukasz.